Kiedy ktoś ma więcej roślin, pojawia się dylemat, co z nimi zrobić podczas dłuższego wyjazdu. Sąsiad nie zawsze ma czas, a systemy nawadniania nie każdemu pasują. Dlatego ciekawa wydaje się usługa „opiekuna roślin”, który na czas urlopu przychodzi co kilka dni, podlewa, sprawdza stan liści i w razie potrzeby reaguje. Dotyczyłoby to też bardziej wrażliwych gatunków, takich jak zwisająca
trzykrotka, która potrafi szybko zareagować na przesuszenie wiotczeniem pędów. Dzięki takiej usłudze nie trzeba byłoby po powrocie ratować połowy kolekcji. Jak oceniacie – przesada czy całkiem rozsądny pomysł przy większej liczbie doniczek?